Skąd dowiadujecie się o warsztatach, szkoleniach, kursach, wykładach, prelekcjach? Przyznam, że jestem tak zalatana, że nie mam czasu ich szukać, na szczęście same mnie znajdują. Najczęściej na fejsie, widzę, gdy któryś znajomy się zapisze czy zalajkuje. I wiem, i też się zapisuję i też, czasem, uczestniczę. Nie zawsze, żałuję…
Zanim zapomnę – jeśli macie listę stron, z których dowiadujecie się o szkoleniach – darmowych lub nie – napiszcie w komentarzach. Będę bardzo wdzięczna!
Magazyn Sens to jeden adres, gdzie możecie się dowiedzieć o ciekawych inicjatywach. Ja sama często sprawdzam, jaki jest rozkład jady w gdańskim Starterze. No i dalej długo, długo, długo nic! Nie wiem, najszybciej chyba w Google wpisać wybraną frazę i liczyć na cud, nie sądzicie?
A może właśnie sprzedałam Wam pomysł na biznes – portal internetowy z listą wszystkich warsztatów dotyczących szeroko pojętego rozwoju?
Co Wy na to? Przydałby się taki portal, prawda? :)
]]>
To zawsze wymaga odwagi, bez względu na to, jak bardzo jesteśmy pewni siebie i swojego produkty czy usługi. Zawsze zdobycie klienta wiąże się z potrzebą przedstawienia się, opowiedzenia o sobie. Wystawienia się :)
Jest na to wiele sposobów. Oto standardy, totalny must do.
Wybierz cokolwiek z tej listy i zrealizuj od a do z. Nie masz jeszcze żadnego klienta? Wybierz punkt drugi. Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Jak to dobrze, że są blogi, co? :)
]]>
Próbowałam opcji pracy bez Facebooka, ale w tyle głowy miałam obawę, że mnie omija jakaś ważna informacja dotycząca projektu, czy służbowych zadań. Wyłączam mniej istotne zakładki, ale w błyskawicznym tempie są zastępowane nowymi. Jakiś totalny sajgon. Moja podzielność uwagi chyba ma jednak swój kres, a wielozadaniowość granice.
Dosyć tego dobrego, mam kryzys. Wyłączam to całe ustrojstwo, włączam Natalię Przybysz i gaz na kuchence. Będę robić obiad. Taki plan.
/E
Patrzę na mój notes, tak naprawdę kilka notesów na 2016. Każdy jest idealny do tego, by z nim zmienić swoje freelancerskie życie na jeszcze lepsze. Każdy jest już wymacany, obejrzany pięćset razy, wygłaskany, poznany. To co robimy? Już jest nowy rok!
A jedyne co robię właśnie teraz, to zastanawianie się, co zacząć robić, co jest ważne i czemu, do cholery, nie mogę w sobie zebrać noworocznej energii? W głowie mam dużo pomysłów, inspiracji… Ale co wybrać?
Co byście chcieli zrobić? Odnowić prawo jazdy, zapisać się na kurs photoshopa, zacząć robić zdjęcia, zrobić sobie piękną stronę internetową, wgłębić się w media społecznościowe, pójść na studia, albo jakiś super kurs, zrealizować warsztaty lub pójść na jakieś, napisać książkę, ebook, zacząć współpracę z super osobami, znaleźć pół etatu w super firmie, albo choć staż. A to pewnie nie koniec. Dużo tego! A najgorsze z najgorszych jest to, że im więcej w planach tym mniej zrealizowanych rzeczy na koncie. Jesteśmy przeładowani planami, narzucamy na siebie za dużo. Ten nadmiar i uczucie przytłoczenia sprawia, że ruszamy się jak muchy w smole, zwlekamy i tracimy czas. W grudniu znowu będziemy mieć kaca moralnego.
Zadajcie sobie kilka pytań. Znajdziecie dla siebie kwadrans w nowym roku? :)
1. Czy naprawdę tego chcecie, tych wszystkich aktywności, startup’ów, warsztatów i nowości? Czy może chcecie nadążyć za innymi. Czy może idziesz za falą mody, a w głębi duszy wiesz, że to nie jest ci potrzebne? Zastanów się i wykreśl połowę ze swej listy.
2. Czy punkty, które są na liście, są w zgodzie z tym, czego oczekujesz od życia, jaki masz plan na siebie, w którym kierunku chcesz rozwijać siebie i firmę? Czy one sprawią, że rozproszysz energię, czy może pozwolą ci na wielki progres?
3. To, że zaczął się nowy rok, nie znaczy, że nagle twój plan dnia się zmienił i masz czystą kartę do zapisania. Nie, masz te same obowiązki, ten sam plan dnia, tych samych klientów i ten sam komputer, o starym samochodzie nie wspomnę. Czy w tym planie znajdziesz miejsce na tyle nowości? Czy w ogóle na coś znajdziesz czas? A jeśli tak – na co?
Trzy krótkie pytania. Zadaj je sobie i odpowiedz. Pamiętaj, że idziesz w jakimś kierunku i na nim musisz się skupić. Nie rozpraszaj energii, wybierz dobrze!
PS. Pamiętaj o czasie wolnym. On chroni przed chorobą przepracowanych freelancerów :)
]]>Dwa cytaty, dwie kobiety, dwie wersje. Wersja bardzo noworoczna, na bogato i pozłacana oraz wersja błękitna, lekka i napowietrzona :) Własnie tego Wam życzymy – nowego roku na bogato, sukcesów i miliona monet, ale to wszystko w towarzystwie przestrzeni na nowe pomysły i realizację planów, powietrza, oddechu i wolności.
]]>
W teorii jestem dość biegła, natomiast, gdy wczoraj zaczęłam się zastanawiać, gdzie czas, który miałam do wykorzystania, zapaliła mi się czerwona lampka. Co ja takiego najlepszego robię? Powinnam być wzorem, przykładem, a wyszło że jestem tylko człowiekiem haha!
Sytuacja nr 1. Pracuję. Skupiona, skoncentrowana, wiem, co robię i po co. Nagle dzwonek do drzwi, a musicie wiedzieć, że mój dzwonek jest dzwonkiem śmierci, a listonosz i sąsiadka spod 5-tki lubię mnie dręczyć, bo jak dzwonią, to minutę… O, paczka do mnie! Ale super, gdzie podpisać? I jak już sobie zobaczę, jak zmierzę, jak odłożę, jak… miła pół godziny. Tadam!
Sytuacja nr 2. Dzwoni mama zapytać, co to jest ta choroba bostońska, na którą aktualnie choruje moja Córka. Odpowiadam, jednocześnie moje myśli oddalają się od pracy. Opowiadam, słucham, zamyślam się. Kończę rozmowę i zamiast wrócić do pracy, czytam w internecie o tej chorobie, powikłaniach i maściach na krosty. I godzina z głowy!
Sytuacja nr 3. Nie zrobiłam listy ,,to do”. Stwierdziłam, że wiem, co robić, wiem, co i jak. No i figa z makiem. Zapomniałam o dwóch rzeczach, przez co następny dzień był nieco bardziej napięty i intensywny, a ja bardziej zmęczona i zaganiana.
Sytuacja nr 4. Biorę na siebie za dużo. Przecież to proste, zrobię to z palcem w nosie. Mój błąd polega na tym, że nie zestawiam moich umiejętności z czasem. Może i jest to dla mnie w jakichś sposób łatwe, ale nie jestem wróżką, żeby zrobić wszystko na pstryknięcie palców. I terminy się nawarstwiają, a ja odczuwam… panikę. Mój czas został pożarty przez stres. I myślenie o samej sobie jako o kombajnie.
Sytuacja nr 5. ,,Pomożesz? To ci zajmie tylko chwilkę, masz takie lekkie pióro.” Znacie to? Pomagam zawsze i wszędzie wszystkim. Co nie zmienia faktu, ze poświęcam na to czas, który pierwotnie mogłabym przeznaczyć na to, co mi przynosi pieniądze. Albo muszę się nauczyć asertywności, albo wydłużyć ilość godzin w dobie. Jedno i drugie wydaje się być niewykonalne :)
Sytuacja nr 6. Święta = prezenty. Powiadomienie na FB. Przypomniało mi się, żeby to sprawdzić, hmmm… I tak oto jestem typowym przykładem na to, jak umiejętnie marnować czas na bieganie po internecie, zamiast pracować. To, że nikt nie patrzy mi przez ramię, a także to, że ,,w razie czego” mogę coś skończyć wieczorem, pozwala mi czuć się bezkarnie haha! Ale to nic, coraz częściej zdaję sobie sprawę z tego, czego robić nie powinnam.
Sytuacja nr 7. Kawa i magazyn. Rozmowa przez telefon z przyjaciółką. Drzemka. Rozdział książki… w końcu należy mi się relaks, prawda? Dokończyłam projekt, wysłałam mejla, zrobione zatopione! No dobrze, tylko żeby nie przedobrzyć. Żeby praca nie była przerwą w relaksie.
Znacie to? Pewnie tak… Freelancer jest swoim największym wrogiem i krytykiem, ale też najlepszym przyjacielem i sterem. Dlatego czuję i wiem, że błędy przeze mnie popełniane są po coś – wiem, co robię źle i świadomie staram się pozbyć złych nawyków. Pewnie zajmie mi to trochę czasu, ale mam go bardzo dużo! :)
]]>