Moją pierwszą pracę w Anglii dostałam równo po tygodniu. W Parku Rozrywki dla rodzin, największym w Europie (już go nie ma…). Pierwszy dzień w pracy? Totalnie nic nie rozumiałam. Geordie to język kosmitów. Ni cholery nie potrafiłam się odnaleźć, czułam się, jak wrzucona na totalnie głęboką wodę nieumiejąca pływać płotka. Moim obowiązkiem było… czuwanie, nad dziećmi bawiącymi się, skaczącymi, biegającymi. 8 godzin na nogach. Żeby nie zwariować z nudów, pisałam w głowie przeróżne scenariusze. Pamiętam jeden dokładnie – zakładam własny hostel. Dekorowałam każdy pokój osobno. W głowie miałam wyrysowany każdy detal. Wymyślałam nazwy, wyobrażałam sobie gości. Plan totalny, zapisywany w głowie w czasie godzinnych spacerów w tę i z powrotem…
Smutne jest to, że ten pomysł już raczej nie ujrzy światłą dziennego. To spotyka większość naszych pomysłów. Bledną z czasem, zasłonięte innymi, świeżymi pomysłami, które z kolei zostaną zastąpione przez kolejne i kolejne. I przez prozę życia.
Jak sprawić, by pomysł i działanie spotkały się w jednym miejscu i jednym czasie? Przepis na to jest jednocześnie banalnie prosty i piekielnie trudny. Zacząć coś robić.
Na przykładzie mojego hostelu… To mogłoby być poszukanie dofinansowań unijnych. Poszukanie kredytu. Znalezienie lokalu. Pogadanie z rodzicami, czy też zawsze marzyli o rodzinnym biznesie. Jeden krok pociąga za sobą kolejne. Jakoś to się toczy.
Ważne, by zamieniać plany w projekty. Zamiast przegadywać, planować, ciągle działać na płaszczyźnie wyobraźni – działać w realu. Znacie książkę ,,Realizacja genialnych pomysłów. Jak sprawić, by nie skończyło się na gadaniu.” Nieźle daje po dupie. Wychodzi na to, że przez całe życie w ogólnie nie uczymy się na własnych błędach. Gadamy, gadamy, gadamy i nic z tego nie wychodzi.
Mój hostel był całkiem możliwy do zrobienia. Ale nie zrobiłam nawet pół kroku, by zrobić cokolwiek w jego kierunku.
Jesteś działaczem czy tylko dobrym opowiadaczem? Hm?


















12 Comments
Ze mną było tak, że przez dłuższy czas byłam takim właśnie opowiadaczem, który dużo chciał, ale o wiele za mało robił. W końcu przyszła taka chwila, w której miałam już dość swojego gadania, z którego nic nie wynikało i zawzięłam się, żeby to w sobie zmienić. Teraz dalej lubię sobie pogadać :D, ale staram się jak mogę, żeby to gadanie przekuć w czyn. Ta siła pierwszego kroku naprawdę działa!
U mnie to zależy chyba od aktualnego nastroju, impulsu i motywacji.
Wiele moich pomysłów pozostało w sferze raczej marzeń, nawet nie przeszły do etapu planów.
Ale… Mój najważniejszy zrealizowałem.
Jeszcze w szkole podstawowej (lata 80-te) moim marzeniem była praca w domu, najlepiej przy komputerze. W czasach, kiedy o freelancerce nikt w Polsce nie słyszał a komputery służyły tylko do grania wymarzyłem coś, co właśnie teraz robię.
Rok temu wymarzyłem sobie, że zostanę milionerem. Tak po prostu. Od miesiąca zaklinam rzeczywistość robiąc różne rzeczy, między innymi prowadząc nowego bloga. Od tygodnia zlecenia sypią mi się tak, że nie mam kiedy się tym zająć ale i kasa jest zdecydowanie większa :) Może się uda…
Brzmi super!! Też wierzę w pozytywne myślenie i przyciąganie pozytywnych zdarzeń. Na pewno się uda :)
U mnie wiele pomysłów pozostało tylko w głowie. Na tamten czas potrzebowałam motywacji innych osób, które poprą moje plany. Jeśli niestety nie podzielały entuzjazmu, traciłam skrzydła. Dzisiaj biorę sprawy we własne ręce i po prostu działam :)
Działaj! Powodzenia :)
Też marzę o własnym hotelu :) Ale musiałabym się przeprowadzić, by móc go otworzyć, bo mieszkam na wsi, gdzie nawet agroturystyka jest raczej zbędna :) Tu trzyma mnie wiele ludzi, ale może kiedyś, jak wyjadę moje marzenie będzie miało większą możliwość się spełnić:)
U mnie jest tak, że mam bardzo wiele pomysłów i wszystkich na raz nie da się realizować, dlatego staram się realizować po kolei. Jeśli jakiegoś w danym momencie nie mogę zrealizować – zastępuje go kolejnym, a nad tamtym nadal myślę, jak wszystko zrobić sprawnie itd. Czasem ogranicza nas też środowisko i możliwości. Ale grunt to się nie poddawać :)
Tak, czytałam książkę Belsky’ego (swoją drogą tytuł angielski jest jakiś taki…bardziej chwytliwy „Making Ideas Happen”). Tak, wiem, że trzeba zacząć działać. Nakleiłam sobie nad laptopem to słynne powiedzenie „Nawet najdłuższą podróż rozpoczyna się od pierwszego kroku”. I wtedy do akcji wkroczyła ona – PROKRASTYNACJA!
Największy morderca wszelkich idei…
Ale z nią walczę, powoli :)
haha – dokładnie! My też z nią walczymy, więc życzymy powodzenia Tobie i sobie. Uda się!
U mnie wygląda to podobnie. Są cele o których mówię i myślę dużo, jednak jakoś nie mogę zebrać się do ich realizacji. Czasami jest to strach przed porażką, czasami brak wiary w to, że się uda, a innym razem znajduję sobie „ważniejsze” rzeczy do zrobienia. I wtedy cel o którym od dawna myślę, przesuwa się w czasie jeszcze bardziej. Są również cele, które dzięki codziennej rutynie i małym krokom realizuję do dziś. Tak jest z bieganiem, samodzielną nauką angielskiego, czy pisaniem bloga. Warto zacząć od drobnych kroków i codziennie robić coś, co będzie przybliżać nas do celu, który ciągle odkładamy w czasie.
Ten hostel to dobry pomysł, mnie. Powiem mam identyczny w ciekawym i często odwiedzanym miejscu. Ten wpis znowu odswieżył mi pamięć. Jednak wcześniej kompletnie nie zastanawiałem się nad możliwym dofinansowaniem (poza Polską oczywiście).
Do dzieła :))