Nie czekaj na sukces
Kilka dni temu rozmawiałam ze znajomą. Typ wampira energetycznego. Dziewczyna bardzo zdolna, ładna, z sukcesami, a mimo wszystko narzekająca. Na to, że ciągle zarabia za mało, że projekty za mało ambitne, że czuje się zamknięta w klatce, że ma takie plany i tyle pomysłów, ale… za mało kasy i czasu na ich realizacje. Czyli nic, tylko palnąć sobie w łeb i ustawić w kolejce do ,,kiedyś będę szczęśliwa”. Szkoda, że nie widzi, że to, co robi teraz i zdążyła już osiągnąć, jest wielkim sukcesem!
Uważam, że trzeba żyć odważnie i realizować marzenia. Nawet te zupełnie, wydawałoby się, poza zasięgiem. To określony cel nas napędza, pokazuje kierunek, określa następne kroki. Czasem, jak rozmawiam na ten temat ze znajomymi, podkreślam, że dla mnie ten nasz cel jest bardzo ważny, ale najważniejsze jest…życie. Co to dla mnie oznacza? Że nie czekam na szczęście, które na pewno pojawi się jak osiągnę cel. Czerpię przyjemność z całej drogi, z drobnych osiągnięć, nauki, nowych projektów, niespodzianek. Wychodzę z założenia, że nie chcę czekać cierpliwie na ten wielki dzień, kiedy w końcu spełni się marzenie i będe mogła z czystym sumieniem być szczęśliwa. Ja chcę tego teraz.
Jak to osiągnąć?
1. Skoncentrować się na tym, co jest teraz, doceniać to, co się robi, drogę, którą się wybrało. Po prostu robić swoje. Mieć satysfakcję z osiągnięć, cieszyć się sobą.
2. Wyznaczać drobniejsze cele, które łatwiej będzie zrealizować
3. Uświadomić sobie, że tak naprawdę nigdy nie będzie idealnie, jak będziemy blisko osiągnięcia tego wielkiego celu na pewno pojawią się nowe wyzwania i cała zabawa zacznie się od nowa.
Zacznij od dzisiaj. Spójrz przychylnie na drogę, którą do tej pory pokonałaś i pamiętaj, że z każdym dniem wiesz więcej, masz większe doświadczenie, jesteś bardziej pewna siebie. Tak naprawdę każdy dzień, kiedy się rozwijasz jest sukcesem. Czyli możesz sobie spokojnie być szczęśliwa
Dokładnie tak samo uważam, żyć odważnie, spełniać marzenia i nie poddawać się słowom innych, naszemu własnemu zwątpieniu. Inaczej przegapimy to, co już osiągnęliśmy i nie będziemy potrafili się z tego cieszyć ani odrobinkę… a szkoda.
Ja ostatnio osiągnęłam duże nawrócenie w temacie wyznaczania sobie celów. Na skutek udziału w świetnym szkoleniu uświadomiłam sobie, że dopóki nie nauczymy się akceptować siebie i być szczęśliwym tak po prostu wyznaczanie sobie celów i osiąganie ich za wszelką cenę nas nie uszczęśliwi, bo w drodze do osiągnięcia tych celów wciąż będziemy nieszczęśliwi! Sama meta już nic nie da, bo to nie będzie szczęście a tylko zadowolenie. Zaczęłam stosować nową politykę i mam zamiar dzięki temu być szczęśliwa naprawdę
Też myślę podobnie. Dodatkowo zauważyłam, że bardzo ważne jest ustalenie terminu realizacji celu. Nie koniecznie musi to być kokretna data, ale np. dany miesiąc, kwartał czy rok. Wtedy motywujemy się do działania, podejmujemy decyzje tak, żeby ukierunkować się na cel i miejszymi lub większymi krokami przybliżamy się do niego. A każdy taki krok jest powodem do radości
ooo! cała JA! oczywiście kiedyś… 2 lata zbierałam się do blogowania: bo laptop nie działa, bo aparatu nie mam, bo czasu dzisiaj, bo ciąża (druga, trzecia, piętnasta)… u mnie sprawdza się „nie zastanawianie się”, po prostu działanie. Im dłużej się nad czymś zastanawiam, planuję, tym gorzej mi się zebrać do działania…
Tak to jest, że swoich osiągnięć nie widzimy , nie jesteśmy z nich zadowoleni , nigdy nie jesteśmy dostatecznie dobrzy. Weźmy przykład mnie samej. Przenieśliśmy się do Londynu jakiś czas temu. Ciągle myślałam, że praca nie taka, że język kiepski. Moja mama jakiś czas temu podczas wizyty u nas powiedziała, że wydoroslalam, jestem odważniejsza i świetnie sobie daję radę ze wszystkim. Wniosek jest taki: patrzmy na siebie bardziej przychylnym okiem i uwierzmy w siebie bo bez tego trudno będzie osiągnąć zamierzony cel.
Dziękujemy za ten komentarz. Tak rzeczywiście jest – sami mamy klapki na oczach, ciągle nam mało, dopiero jak ktoś z zewnątrz uświadomo nam jak daleko zaszliśmy – zaczynamy zdawaę sobie z tego sprawę. Pozdrów od nas Londyn!!!
Tak to już jest, że wokół osób tryskających energią i zadowoleniem, gromadzą się wampiry, które zamiast tchnąć radość w swoje życie, wolą jej trochę pobrać od innych zostawiając w poczuciu wyczerpania, nic tylko chronić się przed takim towarzystwem
Ech, no jedna uwaga – za krótkie te posty Dziewczyny!
Racja. Rozkręca się, rozkręca. I tu nagle CIACH. Koniec. Niedosyt!